Pohl Frederic - Gateway Za B��kitnym Horyzontem Zdarze� - W drodze do ob�oku Oorta
W DRODZE DO OB�OKU OORTA
1282 dnia naszej op�aconej z g�ry podr�y nie swoim statkiem do Ob�oku Oorta wielk� frajd� sprawi�a nam poczta. Vera zamigota�a weso�o i podeszli�my, �eby odebra� listy. Sze�� by�o dla mojej pe�nej temperamentu przyrodniej szwagierki od s�ynnych gwiazdor�w - no, mo�e nie wszyscy byli gwiazdami kina. Pisze po prostu do s�awnych, przystojnych ch�opak�w, bo ma tylko czterna�cie lat i potrzebuje m�czyzny, o kt�rym mog�aby marzy�, a oni odpisuj�, bo zdaniem ich agent�w to dobra reklama. By� te� i list ze starego kraju dla Paytera, mojego te�cia. D�ugi, po niemiecku. Chc�, �eby wr�ci� do Dortmundu i kandydowa� na burmistrza, czy jakiego� tam Burgermeistra. Oczywi�cie, zak�adaj�c, �e b�dzie �y�, kiedy wr�ci, a dla ka�dego z naszej czw�rki to tylko za�o�enie. Ale nie trac� nadziei. By�y dwa prywatne listy do mojej �ony, Lurvy. Przypuszczam, �e od jej by�ych narzeczonych. I list do nas wszystkich od biednego wdowca po Trish Bover, czy te� jej m�a - w zale�no�ci od tego, czy uznamy Trish za �yw� czy martw�.
"Czy natrafili�cie na �lady statku Trish?
- Hanson Bover"
List by� kr�tki, ale wzruszaj�cy - tylko na to go by�o sta�. Poleci�em Verze, by odes�a�a mu t� sam�, co zawsze odpowied�: „Bardzo nam przykro - nie". Mia�em du�o czasu, �eby zaj�� si� t� korespondencj�, poniewa� do Paula C. Halla, czyli mnie - nic nie przysz�o.
Przewa�nie nikt do mnie nie pisze i chyba w�a�nie dlatego cz�sto gram w szachy. Payter uwa�a, �e mam szcz�cie, �e w og�le uczestnicz� w wyprawie. Pewnie by mnie tu nie by�o, gdyby on nie w�o�y� w to swoich w�asnych pieni�dzy, finansuj�c ca�� rodzin�. A tak�e swoich umiej�tno�ci, chocia� ka�dy z nas co� potrafi. Payter jest technologiem �ywno�ci, ja - in�ynierem budowlanym, moja �ona Dorema - lepiej jej tak nie nazywa� i przewa�nie m�wimy na ni� Lurvy - jest pilotem. I to cholernie dobrym. Lurvy jest m�odsza ode mnie, ale sp�dzi�a na Gateway sze�� lat. Wprawdzie nigdy na nic nie trafi�a i wr�ci�a prawie bez grosza, za to wiele si� nauczy�a. Zreszt� nie tylko pilota�u. Czasami patrz� na pi�� bransolet podr�nych - ka�da oznacza jedn� wypraw� - i na jej d�onie, mocne i pewne na pulpicie sterowniczym statku, za to ciep�e i rozgrzewaj�ce, gdy mnie dotykaj�... Nie wiem zbyt wiele o tym, co przesz�a na Gateway. I mo�e nie powinienem.
Ta druga, ten cholernie poci�gaj�cy podlotek, to jej przyrodnia siostrzyczka - Janine. Ach, ta Janine! Czasami ma czterna�cie lat, a kiedy indziej czterdzie�ci! Gdy jest czternastolatka, pisuje swoje wylewne listy do gwiazdor�w i bawi si� zabawkami - postrz�pionym, wypchanym pancernikiem, modlitewnym wachlarzem Heech�w (prawdziwym!) i ognist� per�� (imitacj�), kt�r� jej kupi� ojciec, �eby skusi� do udzia�u w wyprawie. Kiedy ma czterdziestk�, bawi� si� chce przede wszystkim mn�. Oto i my wszyscy - od trzech lat siedzimy sobie na g�owie. I staramy si� nawzajem nie pozabija�.
Nie byli�my jedynymi lud�mi w kosmosie. Z rzadka dostawali�my wiadomo�� od naszych najbli�szych s�siad�w - bazy Trytona, czy jakiego� statku, kt�ry zboczy� z kursu. Ale Tryton z Neptunem mocno nas wyprzedza�y w swojej orbicie. Na odpowied� od nich trzeba by�o czeka� trzy tygodnie. A poszukiwacze nie mogli na nas traci� energii, chocia� teraz byli od nas oddaleni tylko o pi��dziesi�t godzin �wietlnych. Nie przypomina�o to w niczym s�siedzkiej pogaw�dki.
A wi�c co mia�em robi�? Gra�em w szachy z komputerem pok�adowym.
Opr�cz tego rodzaju zaj��, w drodze do Ob�oku Oorta niewiele jest do roboty. A poza tym to dobry spos�b, by pozosta� neutralnym w Wojnie Mi�dzy Dwoma Kobietami, nieustannie tocz�cej si� na naszym pok�adzie. Potrafi� znie�� mego te�cia, je�li musz�. Przewa�nie trzyma si� z boku, o ile to w og�le mo�liwe w czterystu metrach sze�ciennych. Za to nie zawsze potrafi� znie�� jego dwie zwariowane c�reczki, chocia� kocham je obie.
Wiem, �e by�oby du�o �atwiej, gdyby�my mieli wi�cej przestrzeni. Ale w statku nie spos�b wyj�� na spacer po okolicy. Od czasu do czasu, owszem, mo�na zrobi� kr�tkie wyj�cie przez w�az EVA, �eby sprawdzi� �adunki boczne i szybko si� rozejrze�: S�o�ce nadal by�o prawie najja�niejsz� gwiazd� w swojej konstelacji, ja�niej �wieci� jedynie Syriusz przed nami i Alfa Centauri poni�ej ekliptyki i troch� z boku. Ale to nie wi�cej ni� godzina - potem trzeba wraca�. Statek nie nale�a� do zbyt komfortowych - zrobili go ludzie w zamierzch�ych czasach i nie by� zaprojektowany na misje d�u�sze ni� sze�� miesi�cy. My mieli�my gnie�dzi� si� w nim przez trzy i p� roku! O, Bo�e! Chyba nam odbi�o, �eby si� na co� takiego zgodzi�. C� za po�ytek z kilku milion�w dolar�w, je�li zdobywaj�c je dostajesz bzika?
Du�o �atwiej by�o si� dogada� z naszym pok�adowym m�zgiem. Kiedy gra�em z ni� nachylony nad pulpitem i z ogromnymi s�uchawkami na uszach, mog�em odci�� si� od Lurvy i Janin�. M�zg nazywa� si� Vera - tak j� ochrzci�em, cho� nie mia�o to nic wsp�lnego z ni�, to znaczy z jej p�ci�. Czy te� z jej prawdom�wno�ci�, poniewa� pozwala�a sobie czasami na oszukiwanie. Kiedy by�a pod��czona do wielkich komputer�w na orbicie czy na Ziemi, by�a bardzo, ale to bardzo sprytna. Ale nie potrafi�a prowadzi� zbyt m�drej rozmowy, poniewa� na otrzymanie odpowiedzi potrzebowa�a pi��dziesi�ciu dni, a wi�c nawet gdy by�a do nich pod��czona, nie grzeszy�a inteligencj�.
- Kr�lem z H2 na H3, Vera.
- Dzi�kuj� - d�uga przerwa, podczas kt�rej sprawdza�a moje parametry, �eby si� upewni�, z kim rozmawia i co ma robi�.
- Goniec bije skoczka.
Kiedy grali�my w szachy mog�em Verze do�o�y�, chyba �e oszukiwa�a. Ale jak to robi�a? Po jakich� dwustu moich wygranych wygra�a parti�. Potem ja wygra�em pi��dziesi�t, a ona jedn�. Potem szli�my r�wno przez jakie� dwadzie�cia partii, a potem ogrywa�a mnie za ka�dym razem, dop�ki nie uzmys�owi�em sobie, co robi. Przekazywa�a pozycje i plany du�ym komputerom na Ziemi i kiedy przerywali�my gr�, co nam si� czasami zdarza�o, poniewa� Payter czy kt�ra� z kobiet odci�gali mnie od szachownicy, mia�a czas, �eby uzyska� z terminalu analiz� plan�w i sugestie co do zmiany taktyki. Du�e maszyny przekazywa�y Yerze, jakie mog� by� moje posuni�cia i jak na nie zareagowa�. I je�eli terminal Very odgadywa� w�a�ciwie - Vera pok�adowa wygrywa�a. Nie zada�em sobie trudu, by z tym sko�czy�. Po prostu ju� nie przerywa�em partii, a potem byli�my tak daleko, �e nie mia�a czasu zasi�gn�� rady i zn�w wygrywa�em z ni� za ka�dym razem.
Szachy to chyba jedyna gra, w kt�rej przez te trzy i p� roku odnosi�em sukcesy. Nie by�o sposobu, �ebym wygra� cokolwiek w tej du�ej grze, jaka toczy�a si� mi�dzy moj� �on� Lurvy i jej pe�n� temperamentu czternastoletni� przyrodni� siostrzyczk�, Janine. Przez d�u�szy czas stary Payter znajdowa� si� mi�dzy m�otem a kowad�em, za� Lurvy stara�a si� by� matk� dla Janine, kt�ra z kolei stara�a si� by� wrogiem Lurvy. Co jej si� udawa�o. Zreszt�, nie tylko z winy Janine. Lurvy, na przyk�ad, potrafi�a wypi� kilka drink�w - to jej spos�b na zabicie nudy, a potem orientowa�a si�, �e Janine wzi�a jej szczotk� do z�b�w, czy �e niech�tnie zrobi�a to, co mia�a zrobi�, czyli sprz�tn�a miejsce przygotowywania posi�k�w zanim zacz�o cuchn��, ale nie umie�ci�a odpad�w organicznych w przetwarzaczu. I wtedy si� dopiero zaczyna�o. Od czasu do czasu dawa�y pe�ny popis swoich mo�liwo�ci - rytualn� rozmow� przerywan� wybuchami.
- Strasznie mi si� podobaj� te twoje niebieskie spodnie, Janine. Czy chcesz, �ebym ci sfastrygowa�a ten szew?
- W porz�dku, zgoda, przty�am. Do tego zmierzasz? W ka�dym razie to lepiej, ni� zapija� si� przez ca�y czas. - Potem od nowa uk�ada�y sobie nawzajem w�osy. A ja wraca�em do partyjki szach�w z Ver�. By�a to jedyna bezpieczna rzecz, jak� mog�em zrobi�. Kiedy tylko pr�bowa�em si� wtr�ca�, natychmiast jednoczy�y si� przeciwko mnie.
- Ty pieprzona m�ska, szowinistyczna �winio, dlaczego nie skrobiesz pod�ogi w kuchni?
Co zabawne, kocha�em je obie. Oczywi�cie na odmienny spos�b - cho� mia�em k�opoty, �eby to u�wiadomi� Janine.
Powiedzieli nam, w co si� pakujemy, kiedy zg�osili�my si� na misj�. Poza psychiatryczn� kontrol�, rutynow� w przypadku d�ugich podr�y, wszyscy czworo mieli�my za sob� wiele wyk�ad�w na ten temat, a to, co powiedzia� psychiatra, sprowadza�o si� do zasady: r�bcie co si� da! Wygl�da�o na to, �e podczas procesu refamilizacji b�d� musia� si� nauczy� ojcostwa. Payter by� za stary, nawet je�li by� jej ojcem biologicznym. Lurvy nie nale�a�a do os�b zbyt udomowionych, czego si� zreszt� mo�na by�o spodziewa� po by�ym pilocie z Gateway? Wszystko spada�o na mnie - psychiatra uj�� to wystarczaj�co jasno. Tylko nie powiedzia�, jak mam sobie z tym poradzi�.
Tak wi�c maj�c czterdzie�ci jeden lat znajdowa�em si� ile� tam jednostek astronomicznych od Ziemi, daleko poza orbit� Plutona, jakie� pi�tna�cie stopni od p�aszczyzny ekliptyki, d���c za wszelk� cen�, by nie kocha� si� ze szwagierk�, zawrze� pok�j z �on� i utrzyma� rozejm z te�ciem. Kiedy budzi�em si� (o ile mi pozwalano zasn��), u�wiadamia�em sobie wag� tych problem�w i by�em szcz�liwy, �e dotrwa�em do nast�pnego dnia.
�eby przesta� o nich my�le�, stara�em si� my�le� o dw�ch milionach dolar�w na g�ow�, kt�re mieli�my dosta� po zako�czeniu misji. Kiedy to zawodzi�o, stara�em si� my�le� o jej wiekopomnym znaczeniu, nie tylko dla nas, ale dla ka�dej �ywej istoty ludzkiej. To by�o dostatecznie prawdziwe. Je�li si� wszystko uda, uchronimy ogromny procent rasy ludzkiej od �mierci g�odowej.
Sprawa by�a naprawd� wielkiej wagi. Czasami nawet tak to odbiera�em. Ale to przecie� ludzie wpakowali nas do tego �mierdz�cego obozu koncentracyjnego na zawsze - tak si� mog�o wydawa�. I czasami, wiecie co? Mia�em nawet nadziej�, �e zdechn� z g�odu.
Dzie� 1283.
Budz�c si� us�ysza�em, �e Vera buczy i brz�czy tak jak wtedy, kiedy przyjmuje polecenie dzia�ania. Odpi��em zamek przytrzymuj�cy p�acht� i wysun��em si� z naszego kokona, ale Payter ju� wisia� na drukarce.
- Gott sei dammt! - zazgrzyta�. - Mamy zmian� kursu.
Chwyci�em za por�cz i przesun��em si�, �eby to zobaczy�, ale Janine, kt�ra z przej�ciem robi�a inspekcj� swych policzk�w w poszukiwaniu pryszczy, zd��y�a przede mn�. Wsadzi�a g�ow� Payterowi przed nosem, przeczyta�a wiadomo�� i wycofa�a si� z pogardliw� min�. Payter przez chwil� zagryza� wargi.
- Nie interesuje ci� to? - spyta� z furi�.
Janine lekko wzruszy�a ramionami, nawet na niego nie spojrzawszy.
Lurvy wysuwa�a si� w�a�nie z kokona, zapinaj�c roboczy kostium.
- Zostaw j� w spokoju, tato. A ty, Paul, w�� co� na siebie.
Pozostawa�o mi tylko zrobi� tak jak m�wi, a na dodatek mia�a racj�. Naj�atwiej by�o unikn�� k�opot�w z Janine, kiedy zachowywa�em si� jak purytanin. Zanim wy�owi�em swoje szorty z k��bowiska po�cieli, Lurvy zd��y�a odczyta� wiadomo��. S�usznie - ona jest pilotem. Podnios�a g�ow� u�miechaj�c si�.
- Paul, za jakie� jedena�cie godzin musisz skorygowa� kurs. Mo�e ju� po raz ostatni. Cofnij si� - poleci�a Payterowi, kt�ry nadal wisia� nad pulpitem. Przesun�a si� w d� i zacz�a stuka� na klawiaturze kalkulatora Very. Przygl�da�a si�, jak uk�adaj� si� trajektorie i nacisn�a klawisz, �eby otrzyma� rozwi�zanie.
- Siedemdziesi�t trzy godziny i osiem minut do l�dowania - pisn�a.
- Mog�em to sam zrobi� - poskar�y� si� ojciec.
- Nie marud�, staruszku. Trzy dni i jeste�my na miejscu. Mo�e co� b�dzie wida� przez teleskop, kiedy si� obr�cimy.
- Mogliby�my to widzie� ju� od miesi�cy, gdyby kto� nie rozwali� du�ego teleskopu - rzuci�a przez rami� Janine, ponownie zaj�ta wyciskaniem pryszczy na policzkach.
- Janine! - Lurvy kiedy mia�a na to ochot� potrafi�a cudownie panowa� nad sob�, i tym razem tak by�o. - Czy nie uwa�asz, �e to raczej okazja do rado�ci, ni� k��tni? - g�os rozs�dku przewa�y�. - Ty oczywi�cie jeste� odmiennego zdania. Proponuj�, �eby�my si� wszyscy napili, ty te�.
Wkroczy�em szybko, zapinaj�c szorty - zna�em bowiem ci�g dalszy tego scenariusza.
- Czy chcecie pos�u�y� si� do manewru rakietami na paliwo chemiczne, Lurvy? W takim razie Janine i ja wyjdziemy, �eby sprawdzi� �adunki boczne. Mo�e napijemy si�, jak wr�cimy?
- �wietny pomys�, kochanie - Lurvy u�miechn�a si� promiennie. - Ale mo�e tata i ja strzelimy sobie szybciutko po jednym i potem do��czycie do nas, o ile oczywi�cie nie macie nic przeciwko temu.
- W�� skafander! - poleci�em Janine, powstrzymuj�c j� od zrobienia jakiej� uwagi, kt�ra spowodowa�aby wybuch. Najwyra�niej postanowi�a nie sprzeciwia� si�, poniewa� us�ucha�a bez �adnych komentarzy. Sprawdzili�my sobie nawzajem zapi�cia, ale Lurvy i Payter sprawdzili je ponownie - kolejno wepchn�li nas do wyj�cia i na linach wypu�cili w przestrze�. W pierwszym odruchu obydwoje spojrzeli�my w kierunku domu - niezbyt weso�y widok - S�o�ce wygl�da�o jak jasna gwiazda, a Ziemi w og�le nie by�o wida�, cho� Janine zwykle twierdzi�a, �e j� widzi. Nast�pnie spojrzeli�my w kierunku Fabryki Po�ywienia, ale tam te� nic nie by�o wida�. Gwiazdy s� do siebie podobne, szczeg�lnie przy dolnej granicy jasno�ci, kiedy jest ich na niebie pi��dziesi�t czy sze��dziesi�t tysi�cy.
Janine pracowa�a szybko i sprawnie, postukuj�c w sworznie wielkich odrzutnik�w jonowych przymocowanych do boku statku, podczas gdy ja sprawdza�em napi�cie stalowych pas�w. Z Janine tak naprawd� nie by� z�y dzieciak - wprawdzie na swoje czterna�cie lat by�a wyj�tkowo pobudliwa seksualnie, ale to przecie� nie jej wina, �e nie mia�a na kim wypr�bowa� swej kobieco�ci, tak jak maj� na to ochot� nastolatki. Opr�cz mnie, czy ojca, kt�ry jeszcze mniej j� satysfakcjonowa�. Ze statkiem by�o wszystko w porz�dku. Tego si� zreszt� spodziewali�my. Czeka�a na mnie przy kikucie obsady du�ego teleskopu, a w dow�d swego dobrego humoru nie powiedzia�a ani s�owa o tym, kto spowodowa�, �e od�ama� si� i odp�yn��. Przepu�ci�em j� w drodze powrotnej pierwsz�. Zosta�em jeszcze kilka minut. Nie dlatego, �eby mi si� ten widok szczeg�lnie podoba�. Ale dlatego, �e te minuty w przestrzeni to jedyna w ci�gu tych trzech i p� roku okazja posmakowania cho�by odrobiny samotno�ci.
Pr�dko�� statku nadal wynosi�a ponad trzy kilometry na sekund�, ale oczywi�cie trudno by�o to stwierdzi� z powodu braku punkt�w odniesienia. W zasadzie wydawa�o si�, �e stoimy w miejscu. Tak to przez te ca�e trzy i p� roku odbierali�my. Jedna z historii, kt�re cz�sto opowiada� stary Payter m�wi�a o jego ojcu, cz�onku SS Werewolf. M�ody esesman nie m�g� sobie liczy� wi�cej ni� szesna�cie lat, kiedy nadszed� kres Wielkiego Fuhrera. Mia� za zadanie dostarczy� odrzutowe silniki eskadrze Luftwaffe, kt�ra dopiero co zosta�a wyposa�ona w Me 210. Payter opowiada�, �e jego ojciec poszed� na �mier� czuj�c si� odpowiedzialnym za to, �e ich nie dostarczy� na czas, tak, aby rozbi� w puch Lancastery i B 17, i tym samym zmieni� wynik wojny. Wydawa�o nam si� to do�� zabawne - przynajmniej wtedy, kiedy s�yszeli�my t� histori� po raz pierwszy. Chocia� nie w tym rzecz. Najbardziej �mieszy�o nas, jak hitlerowcy je transportowali. Ca�� dru�yn�. Nie ko�mi - lecz wo�ami. Nawet nie na wozie - tylko saniami. Najnowocze�niejsze, dopracowane w najdrobniejszych szczeg�ach turbiny ponadd�wi�kowe - wtedy istne dzie�a sztuki. A na lotnisko dostarcza� je jasnow�osy g�wniarz z batem, po kostki brodz�cy w krowim �ajnie.
Tkwili�my w kosmosie wlok�c si�, przebywaj�c drog�, kt�r� statek Heech�w pokona�by w ci�gu dnia - gdyby�my mieli taki statek i gdyby�my mogli spowodowa�, �eby robi� to, co chcemy - i odczuwa�em co� na kszta�t wsp�czucia do ojca Paytera. Sami byli�my w podobnej sytuacji. Brakowa�o nam tylko krowiego �ajna.
Dzie� 1284.
Z trudem wcisn�li�my si� w system podtrzymania �ycia i wpi�li�my w fotele przy�pieszenia, szczelnie pod��czone do zbiornik�w powietrza i pakiet�w �rodk�w niezb�dnych do �ycia, ale na szcz�cie zmiana kursu przebieg�a bezbole�nie. Poniewa� chodzi�o o minimalne delta V, ca�a sprawa nie by�a warta zachodu. Poza tym, oddaleni o pi�� tysi�cy jednostek astronomicznych od domu, niewielki mieli�my po�ytek z systemu podtrzymania �ycia, gdyby sprawy przybra�y na tyle z�y obr�t, �e by�by nam potrzebny. Ale wykonali�my to zgodnie z instrukcj� - tak zreszt�, jak wszystko od trzech i p� roku.
Obr�cili�my si�, a rakiety manewruj�ce, zrobiwszy swoje, wy��czy�y si� i przekaza�y prac� silnikom jonowym. Potem Vera poszemra�a i pocmoka�a, i z oci�ganiem stwierdzi�a, �e wszystko - jak si� jej wydaje - jest w porz�dku, o ile potrafi to oceni� nie czekaj�c oczywi�cie kilka tygodni na potwierdzenie z Ziemi - i wtedy j� zobaczyli�my! Lurvy pierwsza wyskoczy�a ze swego fotela, natychmiast znalaz�a si� przy wizjerach i dos�ownie w ci�gu kilku sekund ustawi�a ostro��.
Zebrali�my si� wok�, wyt�aj�c wzrok. Fabryka Po�ywienia!!!
Migota�a w wizjerze i trudno by�o utrzyma� ostro��. Nawet rakieta jonowa powoduje minimalne wibracje statku - poza tym ci�gle znajdowali�my si� daleko. Ale najwa�niejsze, �e by�a! W ciemno�ci naznaczonej gwiazdami dziwny kszta�t b�yszcza�, niebieskim �wiat�em.
Fabryka przypomina�a pod�u�ny budynek biurowy. Ale jeden koniec by� zaokr�glony i wygl�da�o, jakby kto� wyj�� z niego jaki� zagi�ty kawa�ek.
- My�lisz, �e co� si� z ni� zderzy�o? - spyta�a zaniepokojona Lurvy.
- Sk�d�e znowu, odpar� ojciec. - Po prostu tak zosta�a zbudowana. Co w og�le wiemy o projektach Heech�w?
- Sk�d ta pewno��? - rzuci�a Lurvy, ale ojciec nie odpowiedzia�; nie musia�. Wszyscy zdawali�my sobie spraw�, �e przecie� nie mo�e wiedzie� i �e przemawia przez niego jedynie nadzieja, bo je�li fabryka zosta�a zniszczona, to jeste�my w kropce. Premie starczy�y na sam lot, ale tak naprawd� liczyli�my na pieni�dze, kt�re zrekompensowa�yby nam te siedem lat podr�y w obie strony, a kt�re zap�aciliby nam za to, �e Fabryk� Po�ywienia mo�na by uruchomi�. A przynajmniej zbada� i skopiowa�.
- Paul - zacz�a nagle Lurvy. - Sp�jrz na ten bok, kt�ry si� w�a�nie do nas odwraca. Czy to nie statki?
Zmru�y�em oczy, staraj�c si� zorientowa�, co to takiego. Na d�ugim, prostym boku obiektu wida� by�o kilka wypuk�o�ci, trzy czy cztery mniejsze, dwie ca�kiem du�e. Wygl�da�y jak na zdj�ciach asteroidu Gateway, kt�re kiedy� widzia�em. Ale...
- Przecie� to ty by�a� poszukiwaczem - odpar�em.
- Co o tym s�dzisz?
- Mnie si� wydaje, �e to statki. Bo�e! Czy widzia�e� te dwa ostatnie? Jakie ogromne! By�am w Jedynkach, Tr�jkach i ogl�da�am wiele Pi�tek. Ale czego� takiego w �yciu nie widzia�am. Gdyby�my tylko mieli takie statki!
- Sko�czcie z tym gdybaniem! - wtr�ci� si� ojciec.
- Gdyby�my mieli takie statki i gdyby lata�y tam, gdzie chcemy, no jasne, wszech�wiat sta�by przed nami otworem. Miejmy nadziej�, �e s� sprawne. �e cokolwiek tam dzia�a!
- B�d� dzia�a�y - za�piewa� z ty�u s�odki g�osik i kiedy odwr�cili�my si�, zobaczyli�my Janine kl�cz�c� na kolanach pod w�em aparatu ekstrakcyjnego i trzymaj�c� wyciskan� butelk� naszego najlepszego bimbru z przetworzonego ziarna. - Warto to obla� - u�miechn�a si�.
Lurvy popatrzy�a na ni� z namys�em, ale panowa�a nad sob�.
- Tak, to dobry pomys�, Janine - zgodzi�a si�. - Pocz�stuj wszystkich.
Janine, jak przysta�o na eleganck� kobiet�, wypi�a ma�y �yczek i poda�a spirytus ojcu.
- Pomy�la�am sobie, �e ty i Lurvy mieliby�cie ochot� na kieliszek przed snem - t�umaczy�a si�, odchrz�kn�wszy. Dopiero niedawno, na swoje czternaste urodziny zacz�a pi� mocniejsze trunki i nie bardzo jej to jeszcze sz�o. Nadal nie lubi�a naszego bimbru, ale pi�a go, poniewa� uznawa�a to za atrybut doros�o�ci.
- �wietny pomys� - przytakn�� ojciec. - Jestem ju� na nogach, zaraz, ile to? Od prawie dwudziestu godzin. Wszystkim nam si� przyda odpoczynek przed l�dowaniem - doda� przekazuj�c butelk� mojej �onie, kt�ra wycisn�a dwie uncje do swego dobrze zaprawionego gard�a.
- W�a�ciwie nie chce mi si� jeszcze spa� - zauwa�y�a. - Wiesz, na co mam teraz ochot�? Chcia�abym raz jeszcze pu�ci� ta�m� Trish Bover.
- O, Bo�e! Lurvy! Widzieli�my to ju� milion razy!
- Wiem, Janine. Nie musisz tego ogl�da�, je�li nie chcesz. Ale mnie przysz�o do g�owy, czy przypadkiem jeden z tych statk�w nie by� statkiem Trish i... Po prostu chc� to jeszcze raz zobaczy�.
Wargi Janine zw�zi�y si�, ale geny by�y silniejsze - kiedy chcia�a, potrafi�a nad sob� zapanowa� tak dobrze jak jej siostra. Pod tym k�tem te� musieli nas przebada�, zanim pozwolili nam lecie�.
- Wywo�am j� - powiedzia�a przysuwaj�c si� do klawiatury Very. Payter potrz�sn�� g�ow� i wycofa� si� do swojego kokonu, zaci�gaj�c za sob� harmonijkow� zas�on�, �eby si� od nas odseparowa�, a pozostali zebrali si� wok� pulpitu. Poniewa� by�a to ta�ma, mieli�my zar�wno wizj�, jak i d�wi�k, i po dziesi�ciu sekundach us�yszeli�my jakie� zgrzyty i mogli�my zobaczy� biedaczk� Trish, jak w�ciek�a m�wi do kamery ostatnie s�owa, kt�re to dotar�y do ludzko�ci.
Tragedia jest dramatyczna tylko do czasu, a my s�uchali�my tego na okr�g�o przez trzy lata. Puszczali�my ta�m� co jaki� czas i ogl�dali�my obrazy, kt�re uchwyci�a swoj� r�czn� kamer�. Bez ko�ca zatrzymywali�my obraz i powi�kszali�my go, nie tylko dlatego, �e mieli�my nadziej� wydoby� z niego wi�cej informacji, ni� uda�o si� to ludziom z Korporacji, cho� tego nigdy nie wiadomo. Po prostu chcieli�my si� upewni�, czy gra jest warta �wieczki. Tragedia polega�a na tym, �e Trish nie wiedzia�a co odkry�a.
- Raport lotu O-74-D-19 - zacz�a do�� spokojnie. Spr�bowa�a nawet na swej smutnej, g�upawej twarzy wywo�a� u�miech. - Zdaje si�, �e jestem w k�opocie. Wyl�dowa�am na czym�, co przypomina artefakt Heech�w, zadokowa�am, ale teraz nie mog� uruchomi� statku. Rakiety l�downika dzia�aj�. Ale nie dzia�a g��wna tablica. A nie chc� zosta� tutaj, a� umr� z g�odu.
�mier� g�odowa! Kiedy ju� specjali�ci przejrzeli fotografie Trish, zidentyfikowali artefakt - by�a to Fabryka Po�ywienia CHON, na kt�rej odnalezienie Korporacja liczy�a od lat.
Ale bez odpowiedzi pozostawa�o nadal pytanie, czy gra jest warta �wieczki. Trish z pewno�ci� tak nie uwa�a�a. Uwa�a�a, �e tam umrze i to za darmo, nawet nie zgarnie swoich nagr�d za misj�. I w ko�cu postanowi�a spr�bowa� i wr�ci� w l�downiku.
Skierowa�a si� na S�o�ce, w��czy�a silniki i wzi�a proszki. Bardzo du�o - wszystkie, jakie mia�a. A potem nastawi�a zamra�ark� na maks, wsun�a si� do �rodka i zamkn�a za sob� drzwiczki.
- Rozmro�cie mnie, kiedy mnie znajdziecie - powiedzia�a. - I pami�tajcie o mojej nagrodzie.
Mo�e kto� to kiedy� zrobi. Kiedy j� znajd�. Je�li w og�le j� znajd�. Najprawdopodobniej za jakie� dziesi�� tysi�cy lat. Kiedy kto� w ko�cu us�yszy przez radio jej sygna� powtarzany przez automat, b�dzie ju� za p�no, �eby dla Trish mia�o to jakiekolwiek znaczenie - nie odpowie.
Vera zako�czy�a odtwarzanie ta�my i cichutko j� cofn�a. Ekran pociemnia�.
- Gdyby Trish by�a prawdziwym pilotem, a nie jednym z tych poszukiwaczy, co to wskakuj� do statku, naciskaj� guzik i pozwalaj� statkowi robi�, co chce - powiedzia�a nie po raz pierwszy Lurvy - to wiedzia�aby, co zrobi�. Wykorzysta�aby t� odrobin� delta V l�downika, �eby pokona� k�tow� bezw�adno��, a nie marnowa�aby jej kieruj�c si� prosto na S�o�ce.
- Dzi�ki, mistrzu - skwitowa�em, te� zreszt� nie po raz pierwszy. - Mog�aby wi�c liczy� na to, �e dotrze do pasa asteroid�w znacznie wcze�niej, w ci�gu tylko sze�ciu czy siedmiu tysi�cy lat.
Lurvy wzdrygn�a si�.
- Id� spa� - powiedzia�a, po raz ostatni wyciskaj�c butelk�. - A ty, Paul?
- Daj mu chwil� oddechu, co? - wtr�ci�a si� Janine.
- Chcia�am, �eby mi pom�g� przerobi� zakres czynno�ci przy zap�onie silnik�w jonowych.
Opanowanie Lurvy prysn�o natychmiast.
- Czy aby na pewno to chcesz z nim przestudiowa�? Nie r�b takiej kwa�nej miny. Wiem, �e przerabiali�cie to ju� wiele razy. A poza tym to zadanie nale�y do obowi�zk�w Paula.
- A co si� stanie, je�li Paul b�dzie niedysponowany? - spyta�a Janine. - Sk�d mo�emy mie� pewno��, �e w�a�nie w czasie l�dowania nie zacznie si� Gor�czka?
Tak, tego nikt nie m�g� przewidzie�. W rzeczywisto�ci zaczyna�em sobie u�wiadamia�, �e w�a�nie wtedy to si� mo�e zdarzy�. Powtarza�a si� cyklicznie co sto trzydzie�ci dni, w przybli�eniu do kilkunastu. Jej pora w�a�nie nadchodzi�a.
- Jestem troch� zm�czony, Janine - pr�bowa�em si� wym�wi�. - Obiecuj�, �e zrobimy to jutro. - Czy te� kiedy indziej, kiedy kto� jeszcze b�dzie w tym czasie na nogach. Najwa�niejsze to nie zosta� z Janine sam na sam.
W statku, kt�rego ca�kowita kubatura jest nie wi�ksza od pokoju hotelowego, trudno co� takiego zorganizowa�. Trudno, to ma�o powiedziane -jest to wr�cz niemo�liwe.
Ale tak naprawd� nie by�em zm�czony i kiedy Lurvy le�a�a wyci�gni�ta obok mnie, oddychaj�c zbyt cicho, �eby mo�na by�o powiedzie�, �e chrapie, ale w spos�b charakterystyczny dla osoby �pi�cej, rozprostowa�em si� w po�cieli zupe�nie rozbudzony, podsumowuj�c nasze osi�gni�cia. Musia�em co� takiego zrobi� przynajmniej raz dziennie, je�li w og�le jakie� osi�gni�cia przychodzi�y mi do g�owy.
Tym razem co� znalaz�em. Ponad cztery tysi�ce jednostek astronomicznych to d�uga podr�. Jak na ��wie tempo. Niech to b�dzie p� tryliona kilometr�w, w przybli�eniu. Lecieli�my spiral�, co znaczy�o, �e zanim tam dotrzemy, musimy prawie okr��y� S�o�ce. Nasza droga nie liczy�a dok�adnie dwadzie�cia pi�� dni �wietlnych, ale sze��dziesi�t. I przy pe�nej mocy przez ca�y czas daleko nam by�o do pr�dko�ci �wiat�a. Trzy lata - i, m�j Bo�e! - przez ca�y czas zastanawiali�my si�, �e mo�e komu� uda si� dotrze� tam przed nami pojazdem Heech�w! W niczym by to nam nie pomog�o. Je�liby tak si� sta�o, ju� dawno mogliby si� sprz�tn�� nam sprzed nosa ca�� �mietank�. Ciekawe, kiedy przysz�oby im do g�owy da� nam o tym zna�?
A wi�c przynajmniej jedno si� sprawdzi�o - podr� nie odby�a si� na darmo, poniewa� dotarli�my prawie do celu.
Teraz pozosta�o tylko przymocowa� do tego czego� jonowe silniki, sprawdzi�, czy wszystko dzia�a... i zacz�� powoli wraca�, holuj�c to na Ziemi�. I w jaki� spos�b przetrwa� czas powrotu. Niech to nawet b�d� cztery nast�pne lata.
Zacz��em na powr�t cieszy� si� z tego, �e ju� prawie jeste�my na miejscu.
Pomys�, �eby czerpa� �ywno�� z komet, nie by� nowy. Pochodzi� jeszcze z lat pi��dziesi�tych dwudziestego wieku i nale�a� do Kraffta Ehricke'a, tyle �e on radzi� komety skolonizowa�. Pomys� mia� r�ce i nogi. We�my ma�y kawa�ek �elaza i pierwiastki �ladowe - �elazo, �eby zbudowa� sobie mieszkanie, a pierwiastki �ladowe, �eby �arcie CHON zmienia� w quiche lorraine - czy hamburgery. I wtedy jedzenia jest w br�d. Bo w�a�nie z tego zbudowane s� komety. Troch� py�u, par� ska� i ca�e mn�stwo zamro�onych gaz�w. Tlen, azot, wod�r, dwutlenek w�gla, woda, metan, amoniak. W k�ko te same pierwiastki -CHON - w�giel, wod�r, tlen, azot, bo c� innego mo�e znaczy� „CHON", jak nie pierwsze litery ich �aci�skich nazw?
Z�a odpowied�. Komety s� z tego samego, co ty, a CHON - znaczy jedzenie.
Ob�ok Oorta zbudowany by� z milion�w megatonowych porcji �arcia. Na Ziemi �y�o dziesi�� czy dwana�cie miliard�w g�odnych ludzi, wpatruj�cych si� w kosmos, ludzi, kt�rym na sam� my�l o niej ciek�a �linka.
Ci�gle si� jeszcze zastanawiano, sk�d komety wzi�y si� w Ob�oku. Nadal nie wiadomo by�o, czy poruszaj� si� ca�ymi rojami. Sto lat temu Opik stwierdzi�, �e ponad po�ow� zaobserwowanych komet mo�na sklasyfikowa� w �cis�e okre�lone grupy; tak te� uwa�ali jego nast�pcy. Whipple powiedzia�, �e g�wno prawda, �e nie ma grupy, kt�r� mo�na zidentyfikowa�, i kt�ra mia�aby wi�cej ni� trzy komety. Tak uwa�ali jego zwolennicy. I wtedy pojawi� si� Oort, pr�buj�c to wszystko jako� poustawia�. On z kolei uwa�a�, �e system s�oneczny otacza pot�na skorupa komet. Co jaki� czas S�o�ce wyci�ga sobie jedn�. Kometa zatacza w�wczas p�tl�, przechodz�c przez peryhelium. Na przyk�ad kometa Halleya, czy ta kt�r� uwa�a si� za Gwiazd� Betlejemsk�, czy inne. Potem grupka innych facet�w zacz�a zastanawia� si�, dlaczego tak w�a�ciwie ma by�. I okaza�o si�, �e tak by� nie mo�e, gdy do mg�awicy Oorta odniesie si� rozk�ad Maxwella. W zasadzie, gdyby przyj�� normalny rozk�ad, mo�na by za�o�y�, �e w og�le nie ma �adnego Ob�oku Oorta. Nie da si� w nim zaobserwowa� parabolicznych orbit - to powiedzia� R.A. Lyttleton. Ale wtedy z kolei kto� inny stwierdzi�, �e dlaczego rozk�ad jazdy komet musi by� maxwellowski?
A mo�e jest inny? I na tym stan�o. S� zlepki komet i wielkie po�acie przestrzeni kosmicznej, gdzie nie ma prawie �adnej.
A poniewa� nie ma w�tpliwo�ci, �e Heechowie ustawili swoj� maszyneri�, �eby si� pas�a na obfitych pastwiskach komet ju� wiele setek tysi�cy lat temu, mieli�my teraz co� jakby pustyni� kometow�. I je�li nadal dzia�a, niewiele surowca jej zosta�o. (A mo�e ju� je wszystkie po�ar�a?)
Zasn��em zastanawiaj�c si�, jak mo�e smakowa� jedzenie CHON. Nie mog�o by� wiele gorsze od tego, co jedli�my od trzech i p� roku, czyli przewa�nie nas samych przetworzonych we wt�rnym obiegu.
Dzie� 1285.
Janine prawie si� uda�o do mnie dobra�. Gra�em w szachy z Ver�, wszyscy spali i by�o mi zupe�nie dobrze, kiedy jej r�ce przesun�y si� nad s�uchawkami i zas�oni�y mi oczy.
- Daj spok�j, Janine - powiedzia�em. Kiedy si� odwr�ci�em, mia�em skwaszon� min�.
- Chcia�am tylko skorzysta� z Very.
- Po co? �eby znowu sp�odzi� jaki� mi�osny list do jednego z tych twoich gwiazdor�w?
- Traktujesz mnie jak dziecko - obruszy�a si�. Co dziwne, by�a kompletnie ubrana. Jej twarz b�yszcza�a, wilgotne w�osy �ci�gn�a na karku. Wygl�da�a jak przyk�adna, grzeczna nastolatka. - Je�li chodzi o �cis�o��, chcia�am przerobi� z Ver� ustawianie silnik�w, bo ty mi nie chcesz w tym pom�c.
Janine polecia�a z nami dlatego, �e jest inteligentna - wszyscy jeste�my - musieli�my by�, �eby si� na t� misj� za�apa�. Du�o inteligencji wykazywa�a zw�aszcza w dobieraniu si� do mnie.
- W porz�dku - odpar�em. - Masz racj�. No c�, Vera? Cofnij parti� i daj nam program nap�du Fabryki Po�ywienia.
- Jak sobie �yczysz... - odpowiedzia� komputer. Znikn�a szachownica, a na jej miejscu Vera utworzy�a hologram Fabryki Po�ywienia. Na bie��co uzupe�ni�a swoje widma z teleskopowych obraz�w, kt�re widzieli�my, i pokaza�a nam j� teraz w ca�ej okaza�o�ci, z chmur� py�u i z brudn� kul� �niegow� przylegaj�c� z jednej strony.
- Wyma� chmur� - poleci�em Verze i kiedy obraz sta� si� ostry, Fabryka Po�ywienia ukaza�a si� nam jak na rysunku technicznym. - W porz�dku. Co najpierw, Janine?
- Dokujemy - odpar�a natychmiast. - Mamy nadziej�, �e nasza kopia �adownika pasuje. Je�li nie mo�emy dokowa�, przypinamy si� do jakiego� punktu na powierzchni. Tak czy inaczej, statek staje si� trwa�� cz�ci� struktury i mo�emy wykorzysta� w�asny p�d do kontroli swojej pozycji.
- Co dalej?
- Razem zdejmujemy silnik numer jeden i przymocowujemy go do tylnej cz�ci, o tam. - Pokaza�a na holobrazie. - Staramy si� przymocowa� do tej tutaj p�aszczyzny i jak ju� wszystko jest ustawione, zaczynamy dzia�a�.
- Kto kieruje?
- Wsp�rz�dne poda nam Vera - o... przepraszam. - Odsun�a si� troch� ode mnie i od Very, i z�apa�a mnie za rami�, �eby si� z powrotem przyci�gn��. Zostawi�a r�k�. - Potem powtarzamy to samo z pozosta�� pi�tk�. Kiedy pracowa� b�d� wszystkie silniki manewrowe, dzi�ki generatorowi Pu 239 osi�gniemy delta V r�wne dwa metry na sekund�. Wtedy zaczynamy rozpo�ciera� lustrzane folie.
- Nie.
- Ach, racja. Najpierw sprawdzamy, czy przy tym nap�dzie wszystko gra. My�la�am, �e to oczywiste. Potem ruszamy za pomoc� energii s�onecznej, a kiedy wszystko b�dzie gotowe, powinni�my mie� jakie� dwa i �wier� metra...
- Po pierwsze, im bli�ej jeste�my, tym wi�ksz� mamy moc. Dobra. A teraz przerobimy osprz�t. Masz przymocowa� statek do pokrywy z metalu Heech�w. Jak to zrobisz?
Odpowiedzia�a i m�wi�a jeszcze d�ugo. I jak rany - wiedzia�a wszystko. Tyle tylko, �e d�o�, kt�ra le�a�a na moim ramieniu, znalaz�a si� ju� pod moim ramieniem, zacz�a przesuwa� si� po mojej piersi i w�drowa�a dalej, a Janine przez ca�y ten czas opowiada�a, jak to trzeba spawa� i jak osi�gn�� kolimacj� dla odrzutnika, buzia powa�na i przej�ta - a d�o� ju� g�adzi m�j brzuch. I to czternastolatka! Ale nie wygl�da�a na czterna�cie lat, nie dotyka�a jak czternastolatka, ani te� nie pachnia�a jak czternastolatka - musia�a dobra� si� do resztek Chanel Lurvy. Uratowa�a mnie Vera - dobrze si� sta�o, bo tak naprawd� przestawa�o mi zale�e� na tym, aby si� uratowa�. Holobraz zastyg�, kiedy Janine dostawia�a kolejn� podp�rk� do jednego z silnik�w.
- Polecenie dzia�ania - powiedzia�a Vera. - Czy ci je odczyta�, Paul?
- Prosz� - odpar�em. Janine troszk� cofn�a r�k�, holobraz znik�, a na ekranie pojawi�a si� wiadomo��:
Poproszono nas, �eby�my si� do was zwr�cili z nast�puj�c� pro�b�. S�dzimy, �e syndrom stu trzydziestu dni rozpocznie si� w ci�gu najbli�szych dwu miesi�cy. HEW dzi�kuje za wizualny raport z Fabryki Po�ywienia oraz zapewnienie, �e sprawy tocz� si� w�a�ciwie. Uwa�a, �e wasza misja jest niezmiernie wa�na i w znacznym stopniu zmniejszy napi�cie. Sugerujemy pos�u�enie si� za��czonym scenariuszem. Prosimy o spe�nienie naszej sugestii mo�liwie jak najszybciej, aby�my mogli nagra� oraz zaplanowa� nadanie programu celem uzyskania maksymalnego efektu.
- Czy da� ci scenariusz? - spyta�a Vera.
- Tak, zr�b wydruk.
- Dobrze, Paul. - Ekran zblad� i opustosza�, a Vera zacz�a wyrzuca� zadrukowane kartki papieru. Wzi��em si� do czytania i pos�a�em Janine, �eby zbudzi�a siostr� i ojca. Nie zaoponowa�a. Uwielbia�a wyst�powa� w programach telewizyjnych na Ziemi. Zawsze potem jako m�oda dzielna astronautka dostawa�a listy od s�awnych wielbicieli. Scenariusz by� do przewidzenia. Zaprogramowa�em Ver�, �eby pu�ci�a go linijka po linijce. Powinno nam to zaj�� dziesi�� minut. Ale wida� tak si� sta� nie mia�o. Janine upiera�a si�, �eby siostra j� uczesa�a i nawet Lurvy postanowi�a, �e musi si� umalowa�, a Payter chcia�, �eby mu przystrzyc brod�. I �ebym ja to zrobi�. A wi�c sumuj�c wszystko, ��cznie z czterema pr�bami, zu�yli�my sze�� godzin czasu telewizyjnego, nie m�wi�c ju� o miesi�cznej dawce mocy. Zebrali�my si� wszyscy przed kamerami. Wygl�dali�my swojsko, pe�ni zapa�u, i wyja�nili�my, co zamierzamy zrobi� dla telewidz�w, kt�rzy zobacz� nas dopiero za miesi�c. Do tej pory ju� tam powinni�my dotrze�. Ale je�li mia�o im to w jakikolwiek spos�b pom�c, gra by�a warta �wieczki. Od chwili wylotu z Ziemi przeszli�my ju� osiem czy dziewi�� atak�w Gor�czki, czy jak kto woli syndromu stu trzydziestu dni. Za ka�dym razem mia�a inne objawy. Raz by�y to fiksacje erotyczne, raz depresja, kiedy indziej apatia czy rado��. By�em na zewn�trz, gdy si� zacz�� jeden z nich - w�a�nie przez to zbi� si� du�y teleskop i grozi�o mi, �e nie powr�c� do statku. Po prostu mi na tym nie zale�a�o. Mia�em halucynacje, odczuwa�em samotno�� i w�ciek�o��, wydawa�o mi si�, �e goni� mnie stwory przypominaj�ce ma�py i chcia�em umrze�. A na Ziemi, gdzie by�y miliardy ludzi, kt�rzy te� to odczuwali w taki czy inny spos�b, dzia�o si� prawdziwe piek�o. Zdarza�o si� to ju� od dziesi�ciu lat - dopiero po o�miu ustalono, �e plaga si� powtarza, ale nikt nie zna� jej przyczyny.
Wszyscy w ka�dym razie chcieli, �eby si� ju� wi�cej nie powt�rzy�a.
Dzie� 1288.
Dzisiaj dokujemy. Payter siedzia� przy urz�dzeniach kontrolnych, w takim przypadku nie ufa� nawet Verze, gdy tymczasem przymocowana pasami Lurvy nad jego g�ow� korygowa�a kurs. Zatrzymali�my si� wzgl�dnie stabilnie tu� nad cienk� chmur� cz�steczek i gazu, nie wi�cej ni� kilometr od samej Fabryki Po�ywienia.
Tam, z miejsca, gdzie ja i Janine siedzieli�my W naszych kombinezonach r�wnowagi biologicznej, trudno by�o zobaczy�, co si� dzieje na zewn�trz. Ponad g�ow� Paytera i gestykuluj�cymi r�kami Lurvy widzieli�my migawki olbrzymiej starej maszynerii, ale tylko migawki. Zaledwie jaki� b�ysk niebiesko pod�wietlonego metalu, czy te� od czasu do czasu d� do dokowania, lub te� zarys starego statku...
- Do diab�a! Oddalam si�.
- Nie, Payter. Ta cholera ma niewielkie przy�pieszenie.
... a mo�e nawet i gwiazd�. W rzeczywisto�ci nie potrzebowali�my kombinezon�w i systemu podtrzymania �ycia. Payter wprowadzi� nas �agodnie jak do akwarium. Chcia�em zapyta�, sk�d wzi�o si� to przy�pieszenie, ale obydwaj piloci byli zaj�ci. Poza tym, jak przypuszczam, sami nie znali odpowiedzi.
- Dobra. Teraz wprowad� statek do l�dowiska mi�dzy tymi dwoma.
- Dlaczego w�a�nie do tego?
- A dlaczego by nie? Bo ja tak chc�.
Przez nast�pnych par� minut posuwali�my si� powoli i znowu prawie si� zatrzymali�my. Ustawili�my si� dok�adnie i zadekowali�my statek. Kapsu�a Heech�w wpasowa�a si� doskonale w stare l�dowisko.
Lurvy si�gn�a w d� i wygasi�a pulpit. Popatrzyli�my na siebie. Byli�my na miejscu.
Albo - m�wi�c inaczej - byli�my w po�owie drogi. W p� drogi do domu.
Dzie� 1290.
Nie dziwi nas, �e Heechowie oddychali w atmosferze, w kt�rej mogli�my �y�. Dziwi� mog�o jedynie to, �e w og�le co� z niej pozosta�o po tych dziesi�tkach czy setkach tysi�cy lat. Nie by�a to jedyna niespodzianka. Na nast�pne mieli�my natkn�� si� p�niej - by�y znacznie bardziej przykre, a wr�cz napawaj�ce przera�eniem.
Przetrwa�a nie tylko atmosfera. Przetrwa� ca�y statek i to na dodatek taki, kt�ry dzia�a�. Dowiedzieli�my si� o tym, jak tylko znale�li�my si� w �rodku i pr�bniki pokaza�y nam, �e mo�na zdj�� he�my. B�yszcz�ce niebieskim �wiat�em �ciany by�y ciep�e, odczuwali�my delikatn�, sta�� wibracj�. Temperatura wynosi�a oko�o dwunastu stopni - ch�odno, ale nie ch�odniej, ni� w niekt�rych domach na Ziemi. Czy chcecie wiedzie�, jakie by�y pierwsze s�owa wypowiedziane przez cz�owieka wewn�trz Fabryki Po�ywienia? Wypowiedzia� je Payter:
- Dziesi�� milion�w dolar�w! O Bo�e! Mo�e nawet sto!
I gdyby on tego nie powiedzia�, powiedzia�by kto� inny. Nasza nagroda zapowiada�a si� astronomicznie. Trish nie m�wi�a w swoim raporcie, czy Fabryka Po�ywienia nadaje si� do eksploatacji czy nie - wiedzieli�my, �e nasza wyprawa mo�e p�j�� na marne. Ale oto byli�my w posiadaniu du�ego artefaktu Heech�w, takiego, kt�ry dzia�a! Nawet nie by�o z czym go por�wna�! Tunele na Wenus, stare statki, sama Gateway zosta�y prawie p� miliona lat temu dok�adnie opr�nione z ca�ej zawarto�ci. A to miejsce by�o umeblowane! �ywe, ciep�e, nadaj�ce si� do zamieszkania, dr��ce, przesi�kni�te s�abym mikrofalowym promieniowaniem. Wygl�da�o jak nowe.
Nie mieli�my okazji go zbada� - im szybciej ruszymy w kierunku Ziemi, tym szybciej b�dziemy mogli zainkasowa� to, co nam obiecano. Pozwolili�my sobie na godzinn� w��cz�g� w powietrzu, kt�rym mo�na by�o oddycha�, zagl�daj�c do pomieszcze� wype�nionych olbrzymimi kszta�tami z szarego i niebieskiego metalu, prze�lizguj�c si� wzd�u� korytarzy, podjadaj�c podczas tej w�dr�wki i opowiadaj�c sobie przez kieszonkowe nadajniki o tym, co znale�li�my (Vera wszystko to przekazywa�a nast�pnie na Ziemi�). Potem wr�cili�my do roboty. Na powr�t si� ubrali�my i rozpocz�li�my od��czanie �adunk�w burtowych.
I tu w�a�nie zacz�y si� pierwsze k�opoty.
Fabryka Po�ywienia nie znajdowa�a si� na �adnej orbicie. Przy�piesza�a. Mia�a jaki� nap�d. Niedu�y, mniej ni� jeden procent g.
Ale ka�dy zesp� rakiet, kt�re mieli�my zamontowa�, wa�y� ponad dziesi�� ton.
Nawet gdyby�my odczuwali ci�ar w jednej setnej oznacza�o to ponad sto kilo, nie licz�c dziesi�ciu ton bezw�adno�ci. Kiedy zabrali�my si� do odczepiania pierwszego z nich, z jednej strony wymkn�� si� i zacz�� odpada�. Payter by� tam i z�apa� go, ale nie m�g� utrzyma� zbyt d�ugo - przesun��em si� i jedn� r�k� chwyci�em boczny �adunek, a drug� pas, kt�rym by� przymocowany, uda�o nam si� go utrzyma�, a� Janine zabezpieczy�a go lin�. Potem weszli�my do statku, �eby wszystko przemy�le�. Ju� byli�my wyko�czeni. Po ponad trzech latach w ograniczonej przestrzeni odzwyczaili�my si� od ci�kiej pracy. Bioanalizator Very donosi�, �e w naszych mi�niach odk�ada� si� kwas mlekowy. Chwil� pogadali�my i po�a�owali�my siebie nawzajem, a potem Payter i Lurvy poszli spa�, podczas gdy Janine i ja zastanawiali�my si�, jak zmontowa� system lin, �eby zabezpieczy� ka�dy �adunek dop�ki si� go nie uwolni i przesunie wok� Fabryki Po�ywienia na trzech d�ugich linach zabezpieczaj�cych tak, �eby na ko�cu tej w�dr�wki nie rozbi� si� o skorup� i nie rozpad� na kawa�ki. Przewidzieli�my dziesi�� godzin na przesuni�cie jednej rakiety. Przy pierwszej zaj�o nam to trzy dni. Zanim j� zabezpieczyli�my, byli�my sztywni, zupe�nie rozbici, serca nam wali�y jak m�oty, mi�nie bola�y. Pozwolili�my sobie na pe�n� wacht� spania i pokr�cili�my si� troch� po wn�trzu Fabryki Po�ywienia, zanim wr�cili�my do prac przy rakiecie. Najbardziej energiczny z nas by� Payter - biega� ile si� da po korytarzach.
- Wszystkie ko�cz� si� �lepo - doni�s� nam po powrocie. - Wygl�da na to, �e dotrze� mo�na tylko do mniej wi�cej jednej dziesi�tej obiektu - chyba �e wytniemy dziury w �cianach.
- Nie teraz - powiedzia�em.
- Nigdy w �yciu - zaoponowa�a twardo Lurvy. - Mamy tylko dowie�� Fabryk� na Ziemi�. Je�li kto� b�dzie chcia� j� poci��, to dopiero wtedy, kiedy dostaniemy fors�! - Skrzy�owa�a r�ce na piersiach. - Mo�emy ju� chyba zaczyna� zabezpieczanie rakiety! - doda�a z �alem.
W ko�cu po kolejnych dw�ch dniach uda�o nam si� wszystkie ustawi�. Maszyny spawaj�ce, kt�rymi mieli�my przymocowa� stal do metalu Heech�w, sprawdzi�y si� w praktyce. Ca�o�� trzyma�a si� kupy, oczywi�cie na ile mogli�my to stwierdzi� na podstawie bada� statycznych. Wycofali�my si� do statku i polecili�my Verze, �eby da�a jedn� dziesi�t� mocy odrzutu.
Natychmiast poczuli�my lekkie szarpni�cie. Wszystko gra. U�miechn�li�my si� do siebie i si�gn��em do swojej prywatnej torby po butelk� szampana, kt�r� oszcz�dza�em na t� okazj�.
Kolejne szarpni�cie - jeden po drugim nasze u�miechy znika�y. Powinni�my poczu� tylko jedno przy�pieszenie.
Lurvy podskoczy�a do cybernetycznego pulpitu.
- Vera! Jakie jest delta V?
Ekran rozja�ni� si� wykresami si�: Fabryka Po�ywienia widnia�a po�rodku, a wektory si� skierowane by�y w dwu kierunkach. Jedn� si�� by� nasz system rakiet manewruj�cych, kt�ry robi� to, co do niego nale�a�o, czyli pcha�. A druga by�a czym� odwrotnym.
- Dodatkowy nap�d modyfikuje nasz kurs... Lurvy - donios�a Vera. - Wektor wypadkowy pokrywa si� z kierunkiem i wielko�ci� wektora dla poprzedniego delta V.
Nasza rakieta pcha�a Fabryk� Po�ywienia. Ale nie na wiele si� to zdawa�o. Fabryka ci�gn�a w drug� stron�.
Dzie� 1298.
Zrobili�my to, co musieli�my zrobi�. Powy��czali�my wszystko i wezwali�my pomoc.
Spali�my, jedli�my, w��czyli�my si� po Fabryce. Czas ci�gn�� si� w niesko�czono��. Wiele oddaliby�my za to, �eby dwudziestopi�ciodniowe op�nienie nie istnia�o. Vera nie na wiele si� przydawa�a.
- Przeka�cie pe�n� telemetri� - powiedzia�a. - Czekajcie na dalsze polecenia. - Na to ju� sami wpadli�my.
Jaki� dzie� czy dwa p�niej mimo wszystko wyci�gn��em szampana i wypili�my. Przy 0,01 g gazowanie by�o mocniejsze od przyci�gania i dos�ownie musia�em zatyka� kciukiem butelk� i przykrywa� d�oni� ka�d� szklank�, �eby z�apa� rozpryskuj�cy si� p�yn. Ale jako� uda�o nam si� wznie�� toast.
- Nie najgorszy - stwierdzi� Payter po�ykaj�c wino. - Zarobili�my przynajmniej kilka milion�w na g�ow�.
- Je�li do�yjemy, �eby je odebra� - warkn�a Janine.
- Przesta� by� tak� pesymistk�. Wyruszaj�c wiedzieli�my, �e to wszystko mo�e nie wypali�. I nie wypali�o. Statek by� zaprojektowany tak, �eby�my mogli rozpocz�� powr�t na paliwie podstawowym, a potem tak ustawi� silniki fotonowe, by m�c wr�ci� za jakie� cztery lata. - I co wtedy, Lurvy? B�d� dziewic� w wieku osiemnastu lat? I w�a�ciwie nikim.
- O Bo�e, Janine! Id� si� troch� przewentyluj, co? Niedobrze mi si� robi na sam tw�j widok.
Wszyscy mieli�my siebie nawzajem dosy�. Byli�my sob� zm�czeni, mniej tolerancyjni, ni� przez ca�y ten czas, kiedy t�oczyli�my si� w pomieszczeniach statku. Teraz, kiedy mieli�my wi�cej przestrzeni, �eby nie depta� sobie po pi�tach - a� �wier� kilometra w najd�u�szym odcinku, �cierali�my si� bardziej ni� przedtem. Co jakie� dwadzie�cia godzin t�pawy m�d�ek Very p�odzi� co� za pomoc� dodatkowych program�w i przedstawia� nam nowe pomys�y: wypr�bowa� silniki przy jednej setnej mocy, przy trzydziestoprocentowej mocy, a nawet przy pe�nej mocy. A my zbierali�my si�, �eby te pomys�y zrealizowa�. Lecz skutek by� zawsze taki sam: bez wzgl�du na to, jak mocno ci�gn�li�my Fabryk� Po�ywienia, artefakt wyczuwa� to natychmiast, korygowa� kurs i pcha� z powrotem dok�adnie z tak� si�� i w takim kierunku, aby utrzyma� sta�e przy�pieszenie skierowane na sobie tylko znany cel. Jedyne, co zaproponowa�a nam dobrego, to teoria, �e fabryka zu�y�a komet�, na kt�rej pracowa�a i aktualnie przesuwa�a si� w kierunku nast�pnej. Ale teoria ta by�a ciekawa jedynie z intelektualnego punktu widzenia. Nie dawa�a nic, co mog�oby nam praktycznie pom�c. A wi�c w��czyli�my si� po Fabryce, przewa�nie w pojedynk�, wnosz�c kamer� do ka�dego pomieszczenia i korytarza, do kt�rego mogli�my dotrze�. Widzieli�my to, co widzieli i oni, a co oni widzieli by�o transmitowane na Ziemi� wi�zk�, kt�ra d�ugo tam b�dzie dociera�a, ale nic z tego nie wynika�o.
Z �atwo�ci� odnale�li�my miejsce, gdzie Trish Bover wesz�a do Fabryki. Znalaz� je Payter i zawo�a� nas. Zebrali�my si�, �eby obejrze� zgni�e ju� dawno temu resztki obiadu, rzucone w k�t majtki oraz napis, kt�ry wydrapa�a na �cianie:
TU BY�A TRISH BOVER
oraz
POMӯ MI BO�E!
- Mo�e B�g to uczyni - powiedzia�a Lurvy po chwili. - Ale chyba nikt inny.
- Musia�a by� tutaj d�u�ej ni� my�la�em - stwierdzi� Payter. - W niekt�rych pomieszczeniach walaj� si� jakie� resztki.
- Jakie?
- Przewa�nie zepsute �arcie. Tam, przy drugim l�dowisku. Wiecie, gdzie s� �wiat�a? - Wiedzia�em, wi�c poszli�my z Janine to zobaczy�. To ona wymy�li�a, �eby mi dotrzyma� towarzystwa, ale nie by�em tym specjalnie zachwycony. Tyle �e temperatura 12°C i brak czego�, co cho�by troch� przypomina�o ��ko st�pi�o jej zainteresowanie. Mo�e by�a po prostu zbyt przygn�biona i rozczarowana, by my�le� o utracie dziewictwa. Bez k�opotu odnale�li�my resztki jedzenia. Na moje oko nie by�y to racje Gateway - by�y paczkowane, kilka z nich jeszcze nie otwartych, trzy wi�ksze - wielko�ci kromki chleba, zapakowane w co� jaskrawoczerwonego - w dotyku przypomina�o jedwab. Dwie by�y mniejsze - jedna zielona, jedna tak samo czerwona jak inne, ale z r�owymi kropkami. Otworzyli�my jedn� na pr�b�. �mierdzia�a zepsut� ryb� i najwyra�niej nie nadawa�a si� ju� do jedzenia. Ale kiedy� by�o to jadalne.
Zostawi�em Janine i wr�ci�em do pozosta�ych. Otworzyli niedu�� zielon� paczuszk�. Nie �mierdzia�a, ale by�a twarda jak kamie�. Payter pow�cha� to co�, potem poliza� i od�ama� kawa�ek, uderzaj�c o �cian�, i zacz�� z namys�em prze�uwa�.
- Ca�kiem bez smaku - stwierdzi�, spogl�daj�c na nas z rozbawieniem. - Czekacie pewnie, czy wykituj�. Chyba nie. Kiedy si� to troch� po�uje, mi�knie. Jak nie�wie�y suchar.
Lurvy zmarszczy�a brwi,
- Je�li to naprawd� by�o kiedy� jedzenie - przerwa�a i zamy�li�a si�. - Je�li to jest naprawd� po�ywienie, kt�re zostawi�a Trish, dlaczego tu po prostu nie zosta�a? I dlaczego w og�le o tym nie wspomina?
- Chyba by�a przera�ona - rzuci�em przypuszczenie.
- Oczywi�cie, ale nagra�a raport. Ani s�owem nie wspomnia�a o jedzeniu. Przecie� dopiero specjali�ci Gateway ustalili, �e to Fabryka Po�ywienia. I doszli do tego tylko na podstawie szcz�tk�w, kt�re odnale�li w �wiecie Phyllis.
- Mo�e zapomnia�a.
- Nie przypuszczam. - Lurvy zamy�li�a si� i nie powiedzia�a ju� nic wi�cej. Bo i c� mo�na by�o doda�? Ale przez nast�pny dzie� czy dwa nie chodzili�my w pojedynk� po Fabryce.
Dzie� 1311.
Vera w ciszy przyj�a informacj� o racjach �ywno�ciowych. Po chwili wy�wietli�a polecenie, aby podda� zawarto�� paczek chemicznej i biologicznej analizie. Sami ju� na to wpadli�my, ale je�li wyci�gn�a jakie� wnioski, nie powiedzia�a, jakie.
Dlatego i my te� nic nie m�wili�my. Kiedy wszyscy byli�my na nogach, rozmawiali�my o tym, co zrobi�, je�li Baza nie wymy�li �adnego sposobu, �eby ruszy� fabryk�. Vera sugerowa�a przymocowanie pozosta�ych pi�ciu silnik�w i w��czenie ich na pe�n� moc, �eby sprawdzi�, czy Fabryka da�aby rad� sze�ciu silnikom manewruj�cym. Propozycje Very nie by�y poleceniami i Lu-rvy wypowiedzia�a si� w imieniu wszystkich.
- Je�li w��czymy je na pe�ny gwizdek i nie zadzia�aj� - zauwa�y�a - nast�pny krok to przekroczenie granicy dopuszczalnej mocy. Mog� wtedy ulec uszkodzeniu i utkniemy tu na zawsze.
- A co zrobimy, je�li takie polecenie us�yszymy z Ziemi jako rozkaz? - spyta�em.
- B�dziemy si� targowa� - uprzedzi� komputer Payter, kiwaj�c g�ow� z rozwag�. - Je�li chc�, �eby�my podejmowali dodatkowe ryzyko, musz� nam wi�cej zap�aci�.
- Czy to ty si� b�dziesz targowa�, tato?
- Spokojna g�owa. S�uchaj, przypu��my, �e to si� nie uda. Przypu��my, �e b�dziemy musieli wraca�. Wiesz, co wtedy zrobimy? - Raz jeszcze pokiwa� g�ow�. - Za�adujemy do statku, ile si� da. Znajdziemy r�ne ma�e urz�dzenia, kt�re warto zabra�. Wpierw tylko trzeba sprawdzi�, czy dzia�aj�. Zapakujemy wszystko, co si� zmie�ci - wyrzucimy za� to, czego mo�na si� pozby�. Wi�kszo�� �adunk�w burtowych tu zostanie i za�adujemy te wielkie pojemniki z zewn�trz. O Bo�e, mo�e nam si� uda wr�ci� z artefaktami, kt�re s� warte kolejne dwadzie�cia czy trzydzie�ci milion�w dolar�w.
- Na przyk�ad wachlarze modlitewne - rzuci�a Janine, klaszcz�c w d�onie. W pomieszczeniu, w kt�rym Payter znalaz� jedzenie, by�o ich ca�e mn�stwo. Znajdowa�y si� tam i inne rzeczy - le�anka z metalowej siatki, przedmioty na �cianach w kszta�cie tulipana, kt�re wygl�da�y jak kandelabry. Ale wachlarzy modlitewnych by�y setki. Jak mi si� uda�o szybko wyliczy�, licz�c tylko tysi�c dolar�w za sztuk�, w samym pomieszczeniu, o kt�rym wspomnia�em, by�y wachlarze warte p� miliona dolar�w na bazarze osobliwo�ci w Chicago czy Rzymie... O ile w og�le uda nam si� je dowie��. Nie licz�c wszystkich pozosta�ych rzeczy, kt�rych inwentarz uk�ada�em sobie w g�owie. Zreszt�, nie tylko ja co� takiego robi�em.
- Najmniej w tym wszystkim warte s� wachlarze - powiedzia�a Lurvy z namys�em. - Ale nie o nich jest mowa w naszym kontrakcie.
- Kontrakt! To co, co z nami zrobi�? Zastrzel� nas? Wykiwaj�? Po tym, jak po�wi�cili�my na to zadanie osiem lat �ycia? Przecie� musz� da� nam premi�?
Im wi�cej si� nad tym zastanawiali�my, tym lepiej to wszystko wygl�da�o. Zasn��em my�l�c, kt�ry z gad�et�w i innych przedmiot�w, jakie widzia�em, mo�na by zabra� z powrotem i co z tego wszystkiego mia�o najwi�ksz� warto��, i tej nocy mia�em najprzyjemniejsze sny od chwili, kiedy wypr�bowali�my silniki.
Zbudzi� mnie natarczywy szept Janine.
- Tato, Paul, Lurvy! S�yszycie mnie?
Przesun��em si� do pozycji siedz�cej, rozejrza�em wok�. Nie m�wi�a mi do ucha - to by�o radio. Obok mnie siedzia�a rozbudzona Lurvy, a za chwil� pojawi� si� Payter, te� z w��czonym odbiornikiem.
- S�yszymy ci�, Janine - odpowiedzia�em. - Co...
- Zamknij si�! - us�yszeli�my szept, sycz�cy d�wi�k, jakby przyciska�a wargi do mikrofonu. - Nic nie m�wcie, s�uchajcie. Kto� tu jest.
Spojrzeli�my po sobie.
- Gdzie jeste�? - wyszepta�a Lurvy.
- Powiedzia�am, �eby�cie si� zamkn�li. Jestem na dalszym l�dowisku. Tam, gdzie znale�li�my jedzenie. Szuka�am czego�, co mogliby�my ze sob� zabra�, tak jak m�wi� tata, tylko... no wi�c zobaczy�am co� na pod�odze. Jakby jab�ko, tyle �e to nie by�o jab�ko, co� rudawobr�zowego na zewn�trz i zielonego w �rodku, i pachnia�o jak... bo ja wiem, jak... jak truskawki. I nie mia�o miliona lat. To by�o �wie�e. A wtedy us�ysza�am - zaczekajcie chwil�.
Nie �mieli�my odpowiedzie�. S�uchali�my tylko jej oddechu. Kiedy zn�w przem�wi�a, w jej szepcie brzmia�o przera�enie.
- Nadchodzi w moim kierunku! Jest mi�dzy mn� i wami... Ju� po mnie. To chyba Heech...
Urwa�a. Us�yszeli�my jej oddech i potem...
- Nie zbli�aj si�! - krzykn�a. Nie wytrzyma�em d�u�ej.
- Chod�cie! - wrzasn��em, ruszaj�c w kierunku korytarza. Payter i Lurvy p�dzili tu� za mn� d�ugimi, p�ynnymi susami wzd�u� tunelu o niebieskich �cianach. Kiedy dotarli�my w pobli�e dok�w, zatrzymali�my si�, rozgl�daj�c si� wok� bezradnie.
Zanim podj�li�my decyzj�, w kt�r� stron� szuka�, dobieg� nas zn�w g�os Janine. Ale nie by� to ani szept, ani przera�ony krzyk.
- Zatrzyma� si�! Zatrzyma� si�, kiedy mu kaza�am - powiedzia�a z niedowierzaniem. - I to chyba nie jest Heech. Wygl�da jak normalny cz�owiek, tylko jakby troch� zapyzia�y. Po prostu stoi i gapi si� na mnie, i w�szy.
- Janine! - krzykn��em do radia. - Jeste�my w dokach, kt�r�dy mamy i��?
Cisza. A potem, co dziwne, us�yszeli�my jakby zaskoczony chichot.
- Id�cie ca�y czas prosto - powiedzia�a niepewnie. - Chod�cie szybko! Nie uwierzycie, co on w tej chwili robi!
Strona g��wna
Indeks